„Kochane dziecko! Ja zawsze jestem przy tobie […]. Ilekroć zawołasz: Maryjo!… Maryjo!… Matko!… Ja natychmiast wspomogę cię” – pisze w artykule z „Tsukaime” z 1966 roku z numeru 19 ojciec Maria Mieczysław Mirochna OFMConv. Nie jest to cytat z objawień maryjnych ani prywatnych wizji czy lokucji. Skąd więc ojciec Mieczysław go wziął? Z jego pism i duchowych notatek można wysnuć prosty wniosek – z głębokiego zjednoczenia z Maryją. Czy wiedziałeś, że można już teraz, w tym życiu, być jedno z Maryją i to w takim stopniu, żeby użyczyć Jej własnego głosu? Być „piórem”, którym Ona pisze?

Maria! Do widzenia!

„Pojawił się człowiek posłany przez Boga…” [J 1, 6]. Dokładnie tak było z ojcem Mirochną. Został posłany, więc spakował bagaże i z typowo kleryckim zapałem ruszył ze świętym Maksymilianem do Japonii, aby tam zdobywać duszę dla Niepokalanej. „Machając rękami z okna ruszającego pociągu, powtarzaliśmy: Maria!… Do widzenia!… Maria! Maria! I tak rozstaliśmy się ze wszystkimi”.

Kiedy po wielodniowej, wyczerpującej podróży przez Rosję, Mandżurię, Korę, Fusan, dotarli końcu do Japonii, ojciec Mirochna z rozbrajającą szczerością wyznaje, że z powodu ogromnego wyczerpania i nieznośnego upału stoczył walkę w sercu: „Czy nie wiesz, że jestem tak wyczerpany, że z trudem oddycham, że ledwo co żyję? W jaki sposób w Japonii, w takich warunkach można pracować?”.

W tej walce przychodzi mu z pomocą Niepokalana. Dzięki Niej zwycięża atakujące go pokusy. Przypomina sobie, jak z wielkim entuzjazmem zapewniał świętego Maksymiliana, że jest gotów nawet umrzeć i wszystko z radością ofiarować. Takich ofiar i prób, o wiele trudniejszych i cięższych, przyjdzie mu przejść wiele, ale wszystkie je przezwycięża. Nie własną siłą, o czym wielokrotnie wspomina, ale dzięki łasce Niepokalanej. To u Niej szuka ratunku, w Nią nieustannie się wpatruje. Zawierza się i ufa jak dziecko, bezgranicznie. I do końca.

Idźmy za Nią

Kim jest ojciec Mieczysław Maria Mirochna? To pokorny franciszkanin, który całe życie spędził na misjach w Japonii. W liście do Prowincjała pisał:

Wiedziony miłością ku najdroższej Matce i Królowej, Niepokalanej Dziewicy, pragnę bardzo złożyć Jej w ofierze me życie.

I tak też zrobił. Wszystkie jego siły, prace i modlitwy zmierzały tylko w jednym kierunku – oddać cześć Niepokalanej. W tym celu zakłada sierocińce, ośrodki dla niepełnosprawnych i placówki oświatowe. Zostaje rektorem Małego Seminarium Misyjnego, redaktorem japońskiego „Rycerza Niepokalanej”, magistrem nowicjatu, gwardianem klasztoru w Nagasaki. W końcu powołuje zgromadzenie Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej.

Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i japońskim Orderem Świętego Skarbu. Jego praca misyjna przynosi niezwykłe efekty. I choć wszystkie te zewnętrzne dzieła są piękne, to stanowią jedynie nikły cień tego, co działo się w jego duszy. Gdybyśmy zapytali się samego ojca Mirochnę: Kim ty jesteś? Co mówisz sam o sobie? Mógłby powtórzyć słowa Jana Chrzciciela: „Jam głos wołającego na pustyni”. Istotnie, całym sobą głosił Maryję. Nieustannie się do Niej uciekał i innych do Niej prowadził.

Dużo rozmawiajmy z Maryją, rozmawiajmy z Nią o wszystkim. […] Wspomagani i prowadzeni przez Niepokalaną w każdy dniu, w każdej chwili idźmy za Nią.

Tym, czym żyje na co dzień, tym karmi innych.

Aby siostry były święte

„Ukochane w Niepokalanej Siostry!” – takimi słowami najczęściej zaczynał każdy artykuł i wypowiedź skierowaną do sióstr zgromadzenia Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej. Nieustannie powtarzał, że celem tego zgromadzenia „jest całkowite ofiarowanie się Niepokalanej, żyć i pracować jako własność Niepokalanej”. Nie były to słowa oderwane od rzeczywistości.

Ojciec Mirochna bardzo twardo stąpał po ziemi i wiedział, że miłość do Maryi ma się wyrażać przez miłość bliźniego. Na to kładł szczególny nacisk. „Jeżeli wobec współsióstr lub innych bliźnich pojawi się w moim sercu złe uczucie albo też słowem lub czynem okażę swoją zimną, nieprzyjemną, niedelikatną postawę, wówczas: – natychmiast przeproszę Pana Jezusa, – z serca będę prosić Maryję o uzdrowienie mojej pychy oraz aby udzieliła mi swojej łagodności i pokory”.

Mieczysław Maria Mirochna

Często powtarzał, że w duchu łagodności powinno się znosić wady i słabości drugich, nie należy okazywać wzburzenia ani zdenerwowania. Zachęcał siostry, aby stały się sługami wszystkich, wybaczały tym osobom, które je ranią, i cierpliwie znosiły wady innych. Bez gniewu, a z wielkodusznością. Jego pragnieniem było, aby siostry były święte. Dlatego powtarzał, że cały wysiłek duchowy powinien się koncentrować na zjednoczeniu z Maryją.

Z czym ojciec Mirocha przychodzi do nas dziś? Może z pytaniem, które niegdyś zadał siostrom: Czy codziennie gorliwiej, lepiej robisz rachunek sumienia ze swojej miłości do sióstr i bliźnich?

źródło zdjęć: zdjecia o. Mirochny z prywatnego archiwum Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej

Oratorium ku czci o. Wenantego Katarzyńca z okazji 100. rocznicy śmierci

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Nam metus, elementum vestibulum at hac odio tortor. Eu in ornare vitae convallis aenean. Suscipit morbi felis tristique viverra.