Przez dużą część swojego życia był poza Kościołem. Nie wierzył, nie wydawało mu się to potrzebne do szczęścia. Chciał być konsekwentny w swojej postawie, więc też nie przyjmował księdza po kolędzie. W końcu zobaczył zło twarzą w twarz…

Andrzej Moszczyński w najnowszym odcinku z serii JESTEM podzielił się z nami historią swojego nawrócenia, a także świadectwem życia w Rycerstwie Niepokalanej. Co dzieje się na egzorcyzmach? Kto jest Twoim największym wrogiem? Co zagraża duszy człowieka? Dlaczego warto przeczytać „Traktat…” św. Ludwika? Czemu do Andrzeja dzwonił biskup i jaką rolę odegrała w jego życiu data 13 października?

 

Posłuchajcie nowego odcinka już teraz na kanale MNIEJSI.

Możesz również posłuchać w formie podcastów:

„Po bierzmowaniu odszedłem”. I to nie była letniość

Wspomina moment bardzo konkretny: miał 15 lat, zaraz po bierzmowaniu, i odszedł od Kościoła. Nie na zasadzie „czasem wpadnę”, tylko z ostrą decyzją. Wprost opowiada, że zaczął uważać wiarę za „bajki”, a religię za narzędzie kontroli.

I tu pada ważne zdanie, które mocno ustawia całą rozmowę:

W tej przestrzeni duchowej ziemi niczyjej nie ma.

To znaczy: człowiek może myśleć, że stoi „pomiędzy”, że jest neutralny, że nic nie wybiera — ale w praktyce ta neutralność jest złudzeniem. I z czasem przychodzi rachunek.

„Musisz wiedzieć, jak działa diabeł” — czyli o mechanizmach zła bez epatowania

Tytułowe zdanie nie jest hasłem do straszenia. Andrzej mówi raczej: jeśli wchodzisz w ciemność, igrając z nią z ciekawości, to prędzej czy później zapłacisz. Nie zawsze od razu. Czasem „delikatnie”, etapami: od kompromisu, przez przyzwyczajenie, aż po duchową ślepotę.

W rozmowie mocno brzmi przestroga: nie dotykać zła „dla sprawdzenia”, nie oswajać się z tym, co niszczy. Bo zło rzadko przychodzi jako „zło”. Częściej jako „coś ciekawego”, „coś niewinnego”, „coś, co przecież nic mi nie zrobi”.

30 lat poza Kościołem: „po ludzku” normalnie, a jednak pusto

Andrzej opowiada o długim okresie życia poza Kościołem: normalność na zewnątrz, a w środku coraz więcej ciężaru. Pojawia się wątek codzienności, relacji, przyzwyczajeń, ale też tego, że pewne rzeczy w człowieku nie umierają: pragnienie sensu, światła, pokoju.

I w pewnym momencie przychodzi sytuacja, w której już się nie da udawać. Nie da się przykryć hałasem. Człowiek musi spojrzeć prawdzie w oczy.

Ktoś mu uwierzył — i to otworzyło drzwi

Ważnym punktem rozmowy jest spotkanie z przyjacielem (Krzysiek). Andrzej mówi, że w pewnym momencie zaczął się odsłaniać, opowiadać o tym, co w nim siedzi — i nie został wyśmiany. Został potraktowany poważnie.

Czasem to jest pierwszy krok do Kościoła: nie dyskusja, nie „wygrany spór”, tylko człowiek, który słucha i nie przekreśla.

Spowiedź po latach: „wołanie o ratunek”, a nie sentyment

Jedna z najmocniejszych części rozmowy to opis spowiedzi po wielu latach. Andrzej mówi o przygotowaniu „na już”, o wejściu do kościoła z drżeniem, o łzach i poczuciu, że to jest moment graniczny.

Po wielu, wielu latach wszedłem do kościoła, ale ze łzami w oczach.

Opowiada też o tym, że sama spowiedź trwała długo — mówi nawet o dwóch godzinach. I że to nie było „ładne przeżycie”, tylko konkretne rozliczenie życia: nazwanie rzeczy po imieniu, bez usprawiedliwień.

Modlitwa, o której nie wiedział — a jednak „ktoś czuwał”

W rozmowie pojawia się też motyw, który wielu słuchaczy mocno porusza: Andrzej trafia na informację o całonocnej modlitwie o jego nawrócenie — jakby ktoś „z tyłu”, w ciszy, przez lata wypraszał to, co wydawało się niemożliwe.

Ten wątek nie jest opowiedziany jako „magiczny znak”, raczej jako proste przypomnienie: Bóg działa także wtedy, gdy my nic nie czujemy i nic nie widzimy.

Rycerz Niepokalanej „w trasie”: konkret, liczby i misja

Po nawróceniu ta historia nie zostaje w prywatnym kącie. Andrzej mówi o jeżdżeniu po parafiach ze świadectwem i o skali tej drogi: pada liczba 365 parafii (na pełne niedziele), w tle są też ogromne odległości — wspomina około 400 tysięcy kilometrów.

Jest też bardzo konkretny owoc tej misji: mówi o rozprowadzonych około 170 tysiącach egzemplarzy „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” — książki, która (jak podkreśla) porządkuje myślenie o duchowości maryjnej i prowadzi do decyzji przeżywanej naprawdę, a nie „dla odhaczenia”.

Dlaczego warto obejrzeć?

Bo jest jednocześnie ostrzeżeniem i nadzieją. Z jednej strony: bez lukru, bez udawania, że „nic się nie dzieje” w życiu duchowym. Z drugiej: z prostą prawdą, że powrót jest możliwy — nawet po latach.

I jeszcze jedno: to świadectwo przypomina, że letniość bywa groźniejsza niż jawny bunt, bo uspokaja sumienie. Andrzej mówi wprost, że on nie umie „po trochu” — i wraca do zdania, które nosi w sobie jak wezwanie:

„Bądź zimny albo gorący”.

Uwaga duszpasterska: jeśli ktoś doświadcza lęku, kryzysu, natręctw czy poczucia przytłoczenia — nie zostawiaj tego samemu. Poszukaj rozmowy z zaufanym duszpasterzem i (jeśli trzeba) także profesjonalnej pomocy.

Oratorium ku czci o. Wenantego Katarzyńca z okazji 100. rocznicy śmierci

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Nam metus, elementum vestibulum at hac odio tortor. Eu in ornare vitae convallis aenean. Suscipit morbi felis tristique viverra.