jesteś na stronie franciszkanie.pl

franciszkanizm | Klara. Gdy odchodzi Franciszek

Klara. Gdy odchodzi Franciszek

Sierpień 1226. 800 lat temu słońce ogrzewało swymi promieniami Umbrię i całą Italię nie mniej intensywnie niż robi to dziś. „Pan brat słońce, piękny i świecący wielkim blaskiem”, daje z siebie wszystko.

Każde zmęczone ciało szanuje jego wysiłek i chowa się przed skwarem, a tym bardziej ciało obolałe, umęczone wędrówką, chorobami i… stygmatami. Franciszek znajduje się właśnie w miejscowości Bagnara, w górach niedaleko Nocery Umbryjskiej, szukając pokoju ducha w modlitwie i odpoczynku w bliskości przyrody.

A w zaciszu klasztoru San Damiano, na skromnym sienniku wypchanym słomą, w ubogiej tunice leży trzydziestokilkuletnia kobieta. Klara również ciężko choruje. Rzadko podnosi się ze swojego „łóżka”, które obecnie uważa za luksusowe – w porównaniu z jej ulubionym posłaniem z witek winorośli lub nawet gołej ziemi i kawałka drewna, które niegdyś udawało poduszkę. To już przeszłość, przypominająca jej o ojcowskiej trosce Franciszka, który zabronił jej tak surowych pokut.

Oboje odpoczywają w słoneczne, sierpniowe popołudnie. Czas jakby na chwilę się zatrzymał. Swoje myśli kierują ku temu, co dalej. Wręcz niemożliwe jest raz po raz o tym nie pomyśleć.

 

On ma za sobą niedawną podróż do Sieny, gdzie próbowano podleczyć jego już niewiele widzące oczy. Nie mniej dokuczył mu tam żołądek, zmuszając do ciężkich wymiotów. Było bardzo źle. Ślady krwi sprawiły, że wszyscy obawiali się już najgorszego. Bracia, pełni lęku, że za szybko stracą ukochanego ojca i brata, z bólem i łzami proszą go o błogosławieństwo i o „pamiątkę jego woli”. Franciszek, rozumiejąc ich obawy, dyktuje skrybie swój testament – dziś nazywany „sieneńskim”.

„Napisz, że błogosławię wszystkim moim braciom, którzy są w zakonie, oraz tym, którzy przyjdą aż do końca świata”. Albowiem błogosławiony Franciszek miał zwyczaj, że zawsze na kapitułach braci, gdy bracia schodzili się razem, na koniec kapituły błogosławił i darowywał winy wszystkim obecnym braciom oraz innym, którzy byli w zakonie, i błogosławił także tym wszystkim, którzy w przyszłości mieli wstąpić do tego zakonu; i [czynił to] nie tylko na kapitułach, lecz także wielokrotnie błogosławił wszystkim braciom, którzy byli w zakonie, i tym, którzy mieli do niego wstąpić.
I powiedział […] błogosławiony Franciszek: „Ponieważ ze względu na słabość i ból spowodowany chorobą nie mogę mówić, krótko, w tych trzech słowach, objawię braciom moją wolę, mianowicie: aby na znak, że pamiętają o moim błogosławieństwie i testamencie, zawsze kochali się wzajemnie, zawsze kochali i zachowywali naszą panią święte ubóstwo, i aby zawsze byli wierni i poddani prałatom i wszystkim kapłanom świętej matki Kościoła”.

 

[ZbA 59, 8-13]

Wszyscy przeczuwają jego bliskie odejście. Sam Franciszek nie tyle przeczuwa, co wie. Dokładnie zna dzień swojej śmierci; wie, kiedy Pan zabierze go do siebie, bo mu to objawił dwa lata temu. Wszyscy jednak pozostali nie mają tej wiedzy i z wielką bojaźnią myślą o możliwości nadejścia tego smutnego momentu, jakby chcieli, aby nigdy nie nadszedł. Trudno sobie wyobrazić tak ogromną wspólnotę – ponad 5 000 braci mniejszych – pozbawionych Ojca. Jak to będzie?

 

Wprawdzie nikt, a przede wszystkim Franciszek, nie miał wątpliwości w Boże prowadzenie braterstwa – bo przecież nikomu innemu poza Panem nie można było przypisać założenia tego dzieła. „Pan zlecił mi troskę o braci… Pan dał mi jasno napisać Regułę” [T]. Pan jest sprawcą wszystkiego. A jednak pojawia się obawa: będzie inaczej. I to „inaczej” – czegokolwiek dotyczy – zawsze budzi lęk w ludzkim sercu.

 

Pomiędzy tym lękiem a ufnością zawieszone były też myśli Klary. Nikt tak, jak święty Ojciec nie rozumiał jej powołania i powołania jej sióstr. Co więcej, był taki moment – przed laty, gdy ona sama jeszcze nie wiedziała, jaką drogę wybierze – a Franciszek wiedział… Duch Pański sam przemówił do niego i przez niego do ludzi, którzy znajdowali się w pobliżu odbudowywanego przez niego zrujnowanego kościółka San Damiano: „Chodźcie, pomóżcie mi przy kościele św. Damiana! On stanie się klasztorem Pań, których sława i życie okryją chwałą Kościół powszechny naszego niebieskiego Ojca”. [3T 7,5-8; por. TKl 14]. Minęło piętnaście lat od chwili, gdy pierwsze ubogie panie – z Klarą na czele – zamieszkały w klasztorze przy tym kościółku. Przez te lata wiele się wydarzyło i fala wdzięczności przelewała się przez serce Klary.

„Syn Boży stał się dla nas drogą, którą nam pokazał i której nas uczył słowem i przykładem święty nasz ojciec Franciszek, prawdziwy Jego miłośnik i naśladowca. Powinnyśmy zatem […] rozważać niezmierzone dobrodziejstwa, jakimi nas Bóg obsypał, a w szczególności te, które zdziałał w nas przez swego umiłowanego sługę, świętego naszego ojca Franciszka, nie tylko po naszym nawróceniu, ale gdyśmy jeszcze żyły wśród marności świata”.

[TKl 4-8].

Siostry zawsze miały w nim oparcie. Choć nie odwiedzał ich tak często, jak by tego chciały, znały jego ojcowskie serce. A teraz miałoby go zabraknąć? Klara najbardziej obawiała się, że ktoś będzie próbował ingerować w jej styl życia, zwłaszcza w kwestię radykalnego ubóstwa. Gdy nie będzie Franciszka, kto wtedy ją poprze? Okaże się, że nawet papież będzie jej proponował co innego… Sama wspomni o swoim niepokoju niespełna trzydzieści lat później w swoim Testamencie:

„Zastanawiając się razem z moimi siostrami nad naszą tak wzniosłą profesją, nad poleceniem tak wielkiego Ojca, i nad słabością innych, której obawiałyśmy się i dla siebie po śmierci świętego ojca naszego Franciszka, naszej podpory, jedynej po Bogu pociechy i umocnienia, odnawiałam wielokrotnie i dobrowolnie z siostrami nasze zobowiązanie wobec pani naszej, najświętszego ubóstwa, aby siostry, które są teraz i te, które przyjdą po mojej śmierci, nie mogły w żaden sposób od niego odstąpić”

[TKl 37-39].

Nie odstąpić od ubóstwa. Strzec go jak skarbu. Taka była wola Klary, taka była wola Franciszka – takie było ich wspólne powołanie.

Franciszek wyczuwał tę obawę swojej siostry. Ale wie, jak ją uspokoić. Niebawem wróci do Asyżu i stąd skieruje do niej list. „Ostatnia wola” dla Klary i jej sióstr. Treść będzie dla niej tak cenna, że umieści ją w samym sercu tzw. reguły, czyli w środkowym rozdziale Formy życia, którą napisze dla sióstr:

[Franciszek] na krótko przed śmiercią, napisał nam ostatnią swoją wolę tymi słowami: „Ja, maluczki brat Franciszek, pragnę naśladować życie i ubóstwo Najwyższego Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki, i wytrwać w nim aż do końca. I proszę was, moje panie, i radzę wam, abyście zawsze trwały w tym najświętszym życiu i ubóstwie. I strzeżcie się bardzo, abyście nigdy żadnym sposobem nie odstąpiły od niego pod wpływem czyjejś nauki lub rady”.

[RKl 6,6-9]

„Jak dobry jest Pan” – pomyślała Klara. Pan, który „dał nam świętego naszego ojca Franciszka jako założyciela, krzewiciela i pomocnika w służbie Chrystusowi i w tym, co przyrzekłyśmy Bogu i samemu naszemu Ojcu, który za swego życia słowem i czynem otaczał nas, swoją roślinkę, troskliwą opieką” [TKl 48]

Franciszek naprawdę kochał swoje siostry. Nie były mu obojętne ich troski i zmagania, zarówno te dotyczące codziennego funkcjonowania, jak i te wynikające z przywiązania do niego. Martwił się tym, że one martwiły się o niego. Klara bardzo chciała go jeszcze zobaczyć. Zanuciła sobie na pocieszenie bardzo dobrze znaną sobie melodię, której autorem był właśnie on. A jeszcze bardziej lubiła wracać do tekstu, który ta melodia niosła.

„Słuchajcie, ubożuchne, wezwane przez Pana, zebrane z wielu stron i prowincji: Żyjcie zawsze w prawdzie, abyście mogły umrzeć w posłuszeństwie. Nie oglądajcie się na życie, które płynie na zewnątrz, bo życie z ducha jest lepsze.” [ZUbP]

Wspominała ich ostatnie dłuższe spotkanie z wiosny ubiegłego roku, kiedy spędził przy ich klasztorze ponad pięćdziesiąt dni. To wtedy ułożył dla nich tę pieśń. Przygotowała mu wtedy celkę z wierzbiny, gdzie mógł mieszkać na osobności. Miała nadzieję, że w tym czasie Pan da mu ulgę w bólu oczu. Zamiast ulgi przyszło utrapienie, przez które dniem i nocą nie mógł odpocząć: plaga myszy. Z siostrami robiła wszystko, co mogła, by przynieść mu jakąkolwiek pociechę. Własnoręcznie zajęła się jego habitem, tak bardzo sfatygowanym, że ciężko było znaleźć miejsce na nową łatę. Ale połatała, jak mogła i czym mogła – kawałkami materiału odciętego ze swego płaszcza…

Franciszek, gdy coraz szybciej się przybliżał do szczęśliwego dnia swojego przejścia do Pana, wiedział, że już nie spotka się z Klarą. Wiedział, ile to znaczyłoby dla niej to spotkanie.

„[…] widząc, że było wówczas niemożliwe to, czego ona pragnęła, a mianowicie [by mogła] go zobaczyć, ponieważ oboje ciężko chorowali, przesłał jej w liście swoje błogosławieństwo, aby ją pocieszyć; wybaczył jej także wszelkie (ewentualne) uchybienia – jeśli jakieś popełniła – wobec jego poleceń i życzeń oraz poleceń i życzeń Syna Bożego. Ponadto w tym celu, aby wyzbyła się wszelkiego smutku i doznała pociechy w Panu – nie on, lecz Duch Boży w nim – wypowiedział do tego samego brata, którego ona wysłała, te słowa: „Idź i zanieś ten list do pani Klary i powiesz jej, aby wyzbyła się wszelkiego bólu i smutku (z powodu tego), że teraz nie może mnie widzieć; lecz w prawdzie niech wie, że przed swoją śmiercią zarówno ona, jak jej siostry zobaczą mnie i doznają przeze mnie bardzo wielkiej pociechy”.

[ZbA 13, 6-10]

Czy Klara potrzebowała „rozgrzeszenia” Franciszka? On znał jej delikatne sumienie i wrażliwość na najmniejsze poruszenia Ducha, i wiedział, że chce być wierna ponad wszystko. Widać w tym liście, że potraktował ją tak, jak traktował braci, zwyczajowo ofiarowując im swoje przebaczenie.

Pociecha zapowiedziana przez Ojca przyjdzie przez łzy i pęknięte serce. Owszem, Klara i siostry spotkają się z nim, ale on już będzie w innym świecie. Bracia przyniosą ciało Patriarchy do San Damiano.

Synowie nieśli ojca, trzoda szła za pasterzem, co śpieszył do Pasterza wszystkich. Doszli do miejsca, w którym on założył zakon i wspólnotę poświęconych dziewic i Ubogich Pań. Złożyli go w kościele świętego Damiana, przy którym mieszkały wspomniane jego córki, co je zdobył dla Pana. Otwarto małe okienko, przez które służebnice Chrystusa zwykły w ustalonych porach przyjmować Sakrament Ciała Pańskiego. Otwarto także trumnę, w której spoczywał skarb o niebiańskich zaletach, w której kilku niosło tego, co zwykł był dźwigać wielu.

I oto przyszła pani Klara-Jasna, która naprawdę była jasna świętością zasług, pierwszą matką dla innych, jako że była pierwszą roślinką tego świętego zakonu. Razem z nią wszystkie inne córki, ażeby zobaczyć ojca, co już nie przemówi do nich i co już więcej do nich nie powróci, bo śpieszy gdzie indziej.

Patrzyły na niego z żałosnym wzdychaniem, z wielkim smutkiem serca, i zalewały się łzami. Wołały zdławionym głosem „Ojcze, ojcze, cóż poczniemy? Dlaczego nas nieszczęsne porzucasz? Komu nas opuszczone zostawiasz? Dlaczego nas wpierw nie wysłałeś w radości tam, gdzie idziesz, lecz tu nas zostawiasz w boleści? Co każesz nam czynić, zamkniętym w tym więzieniu, skoro nigdy więcej już nas nie nawiedzisz, jak zwykł byłeś czynić za życia? Z tobą uchodzi cała nasza pociecha i podobnej pociechy nie stanie już nam, pogrzebanym dla świata! W tym wielkim ubóstwie zasług i rzeczy, kto będzie nas pocieszał? O, ojcze ubogich, miłośniku ubóstwa! Doświadczony w niezliczonych pokusach, roztropny w ich badaniu, wesprzyj nas w dobie pokuszenia! Kto w zmartwieniu pocieszy zmartwione, wspomożycielu w uciskach, które nawiedziły nas bardzo? O, pełne goryczy rozstanie, o, wrogie odejście! Okropna śmierci, co tysiące córek gubisz, pozbawiając ich ojca. Nieodwołalnie porywasz tego, poprzez którego sprawy nasze, gdzie jakie były, jak najbardziej kwitły!”

Panieńska wstydliwość nakazywała im miarkować się w płaczu, jako że byłoby nieodpowiednim za bardzo opłakiwać tego, na którego przejście zbiega się wojsko anielskie i cieszą się święci i domownicy Boga. Tak więc postawione między smutkiem a radością, całowały jego przewspaniałe dłonie, zdobne w najcenniejsze klejnoty i błyszczące perły. A po zabraniu go, zamknęła się brama. Nigdy już nie otworzy się ona dla tak wielkiej straty.

Podczas ich żałosnych i pełnych czci zawodzeń wszystkich ogarnęła wielka żałość, a zwłaszcza podniósł się lament zasmuconych synów! Ich szczególny ból udzielił się wszystkim, tak że prawie nikt nie mógł powstrzymać się od płaczu, skoro nawet aniołowie pokoju gorzko płakali.

[VbF 116-117]

Skończy się pewien rozdział. Osieroceni bracia i siostry będą zmuszeni jakby na nowo uczyć się chodzić po ścieżkach Ewangelii. Będą słuchać i rozeznawać samodzielnie, czego pragnie od nich Pan. 

„Ja, co do mnie należało, zrobiłem; a co do was należy, niech nauczy was Chrystus!” [Mem 214,9]

I Pan nauczył Klarę, a ona strzegła Franciszkowego dziedzictwa. Będzie jego strażniczką tak, jak Maryja strzegła wiary Kościoła w Wielką Sobotę. Roślinka świętego Ojca przejdzie jeszcze długą, trudną drogę zmagań o wierność temu, co Pan złożył w jej sercu. Ale pokona wszelkie trudności i zda życiowy egzamin z pomnażania talentów. Zda go z wyróżnieniem.

Skróty w tekście:
ZUbP – Zachęta dla Ubogich Pań w klasztorze św. Damiana
VbF – Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy świętego Franciszka z Asyżu (Vita beati Francisci)
Mem – Tomasz z Celano, Życiorys drugi świętego Franciszka z Asyżu (Memoriale)
3T – Relacja trzech towarzyszy (Legenda trium sociorum)
RegKl – Reguła św. Klary (Forma vitae)
TKl – Testament św. Klary
podziel się:
Paulina Kaczmarek OSC