Dziś (23 lutego) w Polsce obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją – ustanowiony po to, żeby podnosić świadomość, zachęcać do diagnozy i leczenia oraz przełamywać milczenie i wstyd, które często trzymają ludzi w samotności.
Na naszym kanale mniejsi wracamy dziś do dwóch rozmów, które – choć różne – składają się w jedną, bardzo konkretną prawdę: depresja nie pyta o metrykę, stan, powołanie ani „poziom wiary”. I jeśli ktoś cierpi, to naprawdę nie potrzebuje kolejnej porcji moralizowania. Potrzebuje światła, towarzyszenia i profesjonalnej pomocy – czasem pilnie.
W pierwszej rozmowie Tomasz Trawiński mówi o depresji, terapii i o tym, jak wygląda zderzenie ideału („mam pomagać innym”) z rzeczywistością („sam potrzebuję pomocy”).
W drugiej Barbara Daros opowiada o własnym doświadczeniu: o głosie w głowie, który powtarza „jesteś niewystarczająca”, o bezsenności, o tym, jak trudno jest wstać z łóżka – i jak wygląda walka o siebie, krok po kroku.
Depresja nie jest „karą”, „lenistwem” ani dowodem słabej wiary
W rozmowach pada bardzo uczciwe zdanie: problemy psychiczne są wstydliwe w społeczeństwie, a u osób wierzących dochodzi jeszcze lęk, że „to pewnie coś duchowego”, „może zły duch”, „może brak modlitwy” – i robi się z tego tabu, zwłaszcza wśród duchownych.
To ważne, bo my – w Kościele – czasem odruchowo „pobożnie” upraszczamy to, co jest złożone. A depresja jest złożona. I bywa śmiertelnie poważna.
Ojciec Tomasz zwraca uwagę, że kiedy pojawiają się myśli samobójcze, człowiek często nie chce przestać żyć – on chce przestać tak cierpieć, chce sobie ulżyć, bo ból przekracza możliwości dźwigania.
To nie jest temat do „weź się w garść”.
„Człowiek to nie tylko duch” – wiara nie jest konkurencją dla terapii
Wątek, który wraca w obu rozmowach, można streścić tak: wiara i pomoc specjalistyczna nie muszą ze sobą walczyć — mogą się uzupełniać.
Ojciec Tomasz mówi o tym prosto: kiedy boli ząb, idziemy do dentysty – nie dlatego, że gardzimy modlitwą, tylko dlatego, że tak działa odpowiedzialność. Modlitwa jest ważna, ale jeśli wchodzą traumy, zamrożenia w ciele, myśli depresyjne czy samobójcze – potrzebny bywa specjalista: psycholog, psychoterapeuta, czasem psychiatra.
I tu pada bardzo ważne zdanie, które niesie wielką wolność:
W terapii często idzie się właśnie w stronę prawdy o sobie: o ranach, mechanizmach, lękach, granicach, o tym, czego nie umieliśmy nazwać. I – jak mówi ojciec Tomasz – nie wszystko musi mieć etykietę religijną, żeby było duchowo ważne. Zbliżanie się do prawdy wyzwala, a tam, gdzie jest prawda, tam jest też działanie Boga (czasem „w ukryciu”).
Bardzo mocno wybrzmiewa też myśl: Bóg działa przez proces. Często to nie „pstryknięcie palcami”, żeby było po sprawie. Jezus też wzrastał, dojrzewał, przechodził drogę. To nie jest argument przeciw cudom – to jest argument za cierpliwym, mądrym zdrowieniem.
Modlitwa, która leczy, bywa… niegrzeczna
Nasi rozmówcy podejmują także temat wolności z religijnego udawania.
Wielu wierzących ma wdrukowane, że przed Bogiem trzeba być zawsze „grzecznym”: złożone ręce, poprawne słowa, a może nawet powstrzymane emocje. A tymczasem psalmy pokazują coś odwrotnego: przed Bogiem można wylać serce – z całą gamą emocji: lękiem, wstydem, smutkiem, złością, zazdrością, rozpaczą.
Czasem jedynym autentycznym słowem, które człowiek ma w środku, jest nawet jakieś mniej cenzuralne słowo – i jeśli ono jest prawdą aktualnego bólu, to Bóg włąsnie to chce usłyszeć. On jest gotowy na nasz krzyk.
To nie jest zachęta do wulgarności. To jest zachęta do autentyczności: Bóg woli prawdę od „ładnej maski”.
I tu dotykamy czegoś, co świetnie łączy się z historią Basi.
„Jesteś niewystarczająca” – czyli jak wygląda depresja od środka
W wypowiedzi Basi pada kilka zdań, które brzmią jak codzienność wielu osób, tylko często ukryta za uśmiechem:
„Przestałam wstawać z łóżka.”
„Nie mogłam spać, budziłam się w nocy.”
„Przemknęła mi myśl, że jeśli się zatrzymam na ulicy, auto mnie potrąci i będzie koniec.”
To są zdania, przy których nie powinno się przechodzić obojętnie. Depresja potrafi zawęzić świat do „tu i teraz” bez przyszłości, bez sensu – i człowiek zaczyna wierzyć, że już „tak ma być”.
Basia mówi też o lęku przed słowem „psychiatra”: „przecież nie jestem odklejona”. O wstydzie i stereotypach, które robią z pomocy psychiatrycznej coś strasznego albo kompromitującego. A przecież korzystanie z terapii i psychiatrii nie jest czymś złym i nie „szufladkuje” człowieka.
To jest jedna z najważniejszych rzeczy, które dziś powinniśmy powtarzać: „sięganie po pomoc to nie wstyd, to odwaga!”.
Wiara, wspólnota i… bardzo konkretna pomoc
Ważny jest także wątek wiary w historii Basi. Mówi wprost, że wcześniej była raczej „formalnie wierząca”, a przełom przyszedł m.in. przez doświadczenie liturgii i spowiedzi już w życiu dorosłym. Kiedy w jej życiu pojawia się wspólnota u franciszkanów i rycerstwo Niepokalanej to następuje powolne uczenie się relacji, wychodzenia z „norki”, zdejmowanie maski.
Bardzo ważnym elementem Jej świadectwa jest to, że ta droga wiary nie jest ucieczką od psychiki. To jest raczej przestrzeń, w której:
uczysz się prosić o pomoc,
uczysz się przyjmować,
uczysz się, że relacje są częścią zdrowienia, a nie „luksusem”.
Basia mówi wprost: depresja bywa niewidoczna, bo człowiek zakłada maskę, chowa się. I dlatego tak ważne jest, jak ostatecznie reaguje otoczenie. Ta reakcja może spowodować realną pomoc lub jeszcze większe ukrycie się.
Najlepsze pytanie jakie może usłyszeć osoba zmagająca się z depresją czy kryzysem psychicznych to: „Co mogę dla ciebie zrobić?”
Natomiast najgorsze hasło: „Wszystko będzie dobrze”.
To jest bardzo ewangeliczne podejście. Okazujesz chęć bycia obok, słuchania, wsparcia. Dajesz obecność i wybór.
„Człowiek potrzebuje lustra” – czyli po co nam inni (i po co specjalista)
Ojciec Tomasz mówi rzecz, która powinna wybrzmieć w każdym z nas: człowiek potrzebuje „odbić się w czyimś lustrze”. Jeśli w domu było milczenie, brak rozmowy o emocjach, brak bezpiecznej relacji – terapia bywa miejscem, gdzie część tego można odzyskać.
Czasem wystarczy przyjaciel, towarzyszenie duchowe, dobra rozmowa – jeśli nie ma głębszych zaburzeń. A czasem nie wystarczy i wtedy to też jest w porządku: nie upieramy się przy jednej formie pomocy.
Jeśli jesteś w kryzysie: proszę, nie zostań z tym sam
Jeśli w Tobie (albo w kimś bliskim) pojawiają się myśli samobójcze lub poczucie, że „już nie dam rady”, potraktuj to jak stan nagły. Nie dlatego, że masz „słabą wiarę”. Tylko dlatego, że życie jest ważniejsze niż wstyd.
W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia dzwoń na 112.
Możesz też skorzystać z bezpłatnych form wsparcia w Polsce:
Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym: 800 70 2222 (całodobowo)
Telefon wsparcia dla dorosłych: 116 123
Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111
Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: 800 12 12 12
Jeśli czytasz ten tekst jako ktoś „z boku” – przyjaciel, małżonek, brat ze wspólnoty – czasem najważniejsze, co możesz zrobić, to nie zniknąć i nie próbować na siłę naprawiać. Być. I pomóc dotrzeć do pomocy.
Co my – jako Kościół – możemy zrobić mądrzej (i prościej)
Kilka bardzo konkretnych praktyk, które wynikają z tych rozmów:
Nie diagnozuj duchowo tego, czego nie rozumiesz psychicznie.
„Może zły duch” bywa czasem wygodną ucieczką od rozmowy o bólu.Nie wpychaj człowieka w hasła.
„Wszystko będzie dobrze” często brzmi jak: „nie chcę tego dźwigać z tobą”.Zadawaj pytanie, które daje drugiej osobie wybór:
„Co mogę dla ciebie zrobić?”Normalizuj pomoc specjalistyczną.
Tak jak normalizujemy dentystę.Ucz modlitwy psalmami – czyli modlitwy prawdziwej.
„Wylej serce” to nie metafora dla grzecznych ludzi.
Na koniec: dwa zdania, które warto dziś zapamiętać
Bóg nie jest rywalem terapii. Jeśli prowadzi człowieka do prawdy, to prowadzi do uzdrowienia – często przez proces.
Depresja nie czyni nikogo gorszym chrześcijaninem. Cierpienie psychiczne to nie dowód porażki – to sygnał, że potrzebujesz pomocy i nie musisz udawać silnego.