jesteś na stronie franciszkanie.pl

podcast | Nawraca nas doświadczenie Boga, który jest miłością

Nawraca nas doświadczenie Boga, który jest miłością

W drugim odcinku zeszłorocznych rekolekcji wielkopostnych pochylaliśmy się nad Ewangelią według św. Jana – „Namaszczenie w Betanii”. Towarzyszyliśmy Jezusowi podczas Jego pobytu w domu Marii, Marty i Łazarza, gdzie panowała  atmosfera przyjaźni, a w powietrzu roznosiła się woń olejku. Dzisiaj tam wracamy, by znów odnaleźć się w tej przejmującej historii. Podziwiamy hojność Marii oraz jej bezpośredniość i otwarte serce. 

Zachowanie kobiety przerosło gorliwego, ograniczonego Prawem Judasza, który ocenia oraz krytykuje Marię. Postawa apostoła wprowadza chwilowe napięcie, ale zdecydowana reakcja Chrystusa wykracza poza wszelkie schematy. „Namaszczenie w Betanii” to historia o przyjaźni, czułości, a także indywidualnym wymiarze relacji. Jezus pokazuje nam tutaj, że najważniejszy etap Jego drogi zaczyna się wtedy, gdy pozwala się kochać.

Nie jesteśmy wtajemniczeni w czyjąś relację z Bogiem

Fragment Ewangelii według św. Jana, jaki odczytujemy w Wielki Poniedziałek, przeważnie koncentruje uwagę na kontrastowych postawach sióstr – Marii i Marty. My jednak nie opieraliśmy rozważań na porównywaniu zachowań obu kobiet, lecz zwróciliśmy się przede wszystkim ku Judaszowi oraz Jezusowi. Sposób postępowania Marii względem Chrystusa nie umknął naszej uwadze, jednak spojrzeliśmy na ten motyw z innej perspektywy.

Za bardzo koncentrujemy się na czyjejś więzi z Bogiem, zamiast zatroszczyć się o własną.

W pierwszej kolejności zauważyliśmy Judasza, który zbulwersował się postawą Marii. Nie mógł tego zrozumieć, jak można zmarnować drogocenny olejek tylko po to, by namaścić czyjeś stopy. Nie miało dla niego znaczenia, wobec kogo kobieta wykonała taki gest. Nie pojmował głębokiej i szczerej relacji, jaka zaistniała pomiędzy Marią a Jezusem. Przerwał ten bardzo osobisty moment, pozwalając sobie na ocenę oraz krytykę zachowania kobiety – jej postawa decydowanie go przerosła.

Ta sytuacja pokazuje, że my również niejednokrotnie ingerujemy w relacje innego człowieka z Bogiem – osądzamy pewne postawy czy sposoby myślenia, bo ich nie pojmujemy. Nie wiemy, co dzieje się w sercu takiej osoby ani też, jakie są motywy podejmowanych przez nią działań bądź decyzji. Nie jesteśmy przecież wtajemniczeni. Tym samym za bardzo koncentrujemy się na czyjejś więzi z Bogiem, zamiast zatroszczyć się o własną. Judasz stopniowo tracił Jezusa sprzed oczu, co doprowadziło go do tragicznego finału.

Judasz za bardzo skupił się na wykonywaniu swojego zadania, tracąc po drodze samego Chrystusa.

Niekontrolowana gorliwość może być zgubna

Zastanawialiśmy się również nad przyczynami oddalania się Judasza od swojego Mistrza. Przyszło nam na myśl, że jedną z nich mogła być nadgorliwość w wykonywaniu zadania, którym było pilnowanie trzosu. Jego nadmierna troska i przywiązanie do dóbr materialnych oraz mentalność złodzieja pozwoliły mu zwrócić uwagę na owe marnowanie olejku przez Marię, jej rozrzutność. Ten aspekt był dla apostoła na tyle istotny, że nie potrafił uszanować osobistego spotkania kobiety z Jezusem. Ewangelia pokazuje również, co działo się z Judaszem w kolejnych dniach – jak bardzo srebrniki przysłoniły mu oczy. 

Zanim apostoł dał się omamić faryzeuszom i zgodził się dla zapłaty wydać im Nauczyciela, stopniowo oddalał się od Niego. Być może za bardzo skoncentrował się na wykonywaniu swojego zadania, tracąc po drodze samego Chrystusa. Sytuacja, w jakiej znalazł się Judasz, dotyczy często również nas. Zatracamy się w obowiązkach, nazywając je niejednokrotnie misją, a gubimy to, co powinno być dla nas priorytetem – Boga, rodzinę, przyjaciół. Nieraz wydaje nam się, że przecież czynimy dobro, angażujemy się w ważnej sprawie. Niestety – nie tak istotnej, jak nam się wydaje.

Bezwzględność wobec zasad utrudnia wejście w głąb

Przyglądając się Judaszowi zauważyliśmy w nim także człowieka ograniczonego Prawem. Był Żydem, a towarzyszenie Jezusowi nie zmieniło zbytnio jego sposobu pojmowania tradycyjnych zasad. Nadal to, co wykraczało poza schematy, nie mieściło mu się w głowie. Dlatego też mogła go zbulwersować postawa Marii, której gesty wobec Chrystusa były bardzo bezpośrednie, czułe oraz swobodne, wykonywane w niepojętej dla Judasza wolności. Co więcej, Jezus je akceptował i pozwalał na nie. Ta sytuacja była dla apostoła niezrozumiała. Trwał w przekonaniu, że on się wywiązuje ze swojej roli, angażuje się w nią całym sobą, a ta kobieta nie ma żadnych zahamowań. Uważał, iż Maria pozwalała sobie na zbyt wiele, a jego Mistrz nie skarcił jej za to.

Zachowanie Judasza przypomina nieco sposób myślenia oraz działania faryzeuszów. Tak bardzo skupili się oni na tym, aby chronić jedynego Boga, że zamknęli Go w ramy Prawa. W ich mniemaniu, Jego działanie nie mogło być inne, niż określają to przepisy. W związku z tym, uczeni w Piśmie uzurpowali sobie wyłączność do decydowania o czyichś możliwościach czy losie. Dlatego też nie uznali w Jezusie Mesjasza, bo On postępował wbrew tradycyjnym zasadom, kierując się przede wszystkim miłością. Zarówno postawa Marii, jak i Jezusa stanęły więc w sprzeczności z myśleniem ograniczonym przez Prawo – również w przypadku Judasza.

Chrystus nam uświadamia, że Miłość Boga przekracza granice Prawa.

Chrystus wychodzi poza schematy

W zeszłorocznych rozważaniach poza postacią Judasza skupiliśmy się także na Jezusie. Naszą uwagę przykuło między innymi to, że wszedł On do domu Marii, Marty oraz Łazarza, mając w sercu doświadczenie smutku i samotności. Panowała tam atmosfera przyjaźni, a w powietrzu roznosiła się woń olejku. Okoliczności sprzyjały więc szczerym rozmowom czy braterskim gestom. Chrystus mógł wreszcie odpocząć oraz nabrać sił przed tym, co miało nadejść w ciągu kolejnych kilku dni. Pragnął nacieszyć się tą niepowtarzalną chwilą i ukoić swoje serce. Był gotowy na to, by przyjąć wyrazy miłości oraz przyjaźni, a także otworzyć się na płynącą od innych hojność czy czułość. Osobą, która weszła z Nim w szczerą relację była Maria. 

Poprzez postawę przyjęcia tej miłości Jezus pokazuje, że Bóg wychodzi poza schematy i z każdym z nas pragnie indywidualnej relacji. Nikt ani nic nie ma prawa jej ograniczać ani niszczyć. Dla Niego nie ma żadnych przeszkód, aby być przy człowieku. Mało tego – nie zrażają Go nawet nasze upadki. On chce towarzyszyć nam we wszystkich sytuacjach – nawet jeżeli popełniamy grzech. To właśnie Chrystus nam uświadamia, że Miłość Boga przekracza granice Prawa. Wbrew mentalności Judasza oraz innych Żydów okazuje Marii swoją życzliwość i szacunek, przyjmując od niej gesty czułości oraz zaufania – wyrażone w sposób zupełnie wolny, spontaniczny, co mogło być wtedy zgorszeniem.

Maria weszła na głębszy poziom relacji, co dla apostoła okazało się nieosiągalne.

Co więcej, Nauczyciel gani apostoła za jego krytykę wobec kobiety. Tym samym daje mu do zrozumienia, że myśli bardzo powierzchownie i nie stara się wejść w głąb. Chrystus chwali Marię za szczerą postawę oraz docenia to, że była w stanie zachować drogocenny olejek specjalnie na spotkanie z Nim. Był wzruszony i wdzięczny za jej dobre oraz otwarte serce. Broni więc Marię przed oceniającym jej zachowanie Judaszem. Chrystus chce mu uzmysłowić, że apostoł nie ma prawa krytykować postawy kobiety, która zobaczyła coś, czego Judasz nie widzi i nie rozumie. Ona weszła na głębszy poziom relacji, co dla apostoła okazało się nieosiągalne.

Dla Boga nie ma znaczenia, którą formę modlitwy wybierzemy albo jaką przyjmiemy postawę. On chce po prostu spotkać się z nami w indywidualnej relacji.

Kochaj Boga w taki sposób, jaki dla Ciebie jest odpowiedni

Przyjęcie przez Jezusa gestów miłości oraz zgoda na bezpośredniość Marii to również zaproszenie Boga do wejścia z Nim w osobistą relację – w taki sposób, jaki dla nas jest najlepszy i najbardziej komfortowy. On nie ogranicza nas do wypełniania konkretnych rytuałów czy postępowania według ściśle określonych schematów. Dla Boga nie ma znaczenia, którą formę modlitwy wybierzemy albo jaką przyjmiemy postawę. Chce po prostu spotkać się z nami w indywidualnej relacji. Każdy z nas odbiera tę więź inaczej, wyraża ją w niejednakowy sposób. Bóg daje nam wolność, więc przyjmuje naszą miłość bez względu na to, jak ją okazujemy.

Postawa Jezusa wobec Judasza pokazuje też, że nikt nie ma prawa zakłócać naszej relacji z Nim. Żaden człowiek nie powinien oceniać ani krytykować innych za ich formę komunikowania się z Bogiem. Chrystus daje nam do zrozumienia, że to kwestia bardzo indywidualna, zatem nie można naruszać więzi drugiego człowieka z Nim. Równocześnie my sami mamy potrzebę pozostania w takiej intymnej relacji z Ojcem – w zupełnej wolności oraz niezależności od innych ludzi. Nie tylko bowiem Bóg nas nie ogranicza, ale też nie powinien robić tego drugi człowiek. Jezus pokazuje, że nie możemy pozwolić na to, by ktoś przeszkadzał nam w przebywaniu w Jego obecności. Co więcej – nikt nie ma prawa mówić nam, jak ta więź ma wyglądać i w jaki sposób mamy ją wyrażać.

Bóg chce od nas przyjmować i jednocześnie obdarowywać. Stopniowo otwieramy nasze serca, a On je napełnia swoją miłością. Nawraca nas doświadczenie Boga, który przychodzi oraz rozlewa się – wypełniając to, co puste i wybrakowane.

Nawraca nas miłość

Fragment Ewangelii św. Jana „Namaszczenie w Betanii” pokazuje, że Bóg może przemienić nasze serca, jeśli otworzymy je na przyjęcie Jego miłości. Mało tego, musimy wypracować sobie własny sposób na wyrażanie naszego przywiązania do Boga. Wybierając relację przyjaźni – jaką obserwujemy w Betanii – możemy poczuć się wolni, niczym nieskrępowani oraz stanąć przed Nim tacy, jacy jesteśmy. Gdy pojawia się szczerość, otwartość i bezpośredniość, zaczyna się głęboka więź. Nasza uwaga skupia się wówczas na Bogu, a nie mozolnym wywiązywaniu się z przykazań, automatycznym wypełnianiu postanowień czy dotrzymywaniu katorżniczych wyrzeczeń. Najważniejsza jest tutaj świadomość celu – czy robimy coś ze względu na Boga, czy na siebie, a także na ile nasza relacja z Nim się umocni, a na ile ćwiczona będzie jedynie silna wola.

Jezus daje jasną wskazówkę, że tylko miłość może zmienić nasze życie. Wszystko to, co do niej nie prowadzi lub niej nie wynika, staje się puste. Dlatego też Chrystus, poprzez swoje postawy – wobec Marii i Judasza – przypomina nam, że musimy zrobić w sobie miejsce na miłość. Temu ma służyć proces budowania relacji z Bogiem oraz stopniowego otwierania się na Jego dary. Wystarczy skupić się na Nim tak, jak Maria na swoim Mistrzu. Co więcej – oddać Mu wszystko to, co mamy najcenniejszego w momencie spotkania. Bóg chce od nas przyjmować i jednocześnie obdarowywać. Stopniowo otwieramy nasze serca, a On je napełnia swoją miłością. Nawraca nas doświadczenie Boga, który przychodzi oraz rozlewa się – wypełniając to, co puste i wybrakowane.

podziel się:
Monika Jaracz-Świerczyńska