jesteś na stronie franciszkanie.pl

podcast | Skoro Jezus się wzruszał, Ty też możesz. Pozwól sobie na emocje

Skoro Jezus się wzruszał, Ty też możesz. Pozwól sobie na emocje

W trzecim odcinku ubiegłorocznych rekolekcji wielkopostnych weszliśmy z Jezusem do Wieczernika. Dzisiaj – w Wielki Wtorek – wracamy do tamtych wydarzeń. Znów słyszymy zapowiedź zdrady Judasza oraz zaparcia się Piotra. Atmosfera jest bardziej napięta, a uczniowie wpadają w niepokój. Nie rozumieją, jak ktoś z nich mógłby wystąpić przeciwko Nauczycielowi. Rzucają sobie nawzajem podejrzliwe spojrzenia. Do tego Piotr zaprzecza, że mógłby zdradzić swojego Mistrza. Wydaje mu się, że nic go nie złamie.

Chrystus, jako jedyny, wie, co wydarzy się niebawem. Ta świadomość wywołuje u Niego smutek, ale też wzruszenie. Przypisany na dzisiaj fragment Ewangelii św. Jana kryje wiele emocji oraz uczuć. Zapraszamy was, by je na nowo odkrywać i próbować towarzyszyć w nich Jezusowi.

 

Uczniowie trwają w nieświadomości tego, co za chwilę nastąpi. Jezus natomiast wie o wszystkim, ale nie rezygnuje z obecności apostołów. Przyjmuje ich takich, jakimi są.

Spotkanie inne niż w Betanii

W Wielki Wtorek wracamy do spotkania z Jezusem w Wieczerniku. Było ono zupełnie inne niż w Betanii. W domu Marty, Marii oraz Łazarza panowała atmosfera przyjaźni. Tutaj wkradł się niepokój, wzajemna podejrzliwość, zakłopotanie, niepewność, a nawet strach. Chrystusowi towarzyszył smutek. Przy stole zgromadzili się tylko wybrani – dwunastu apostołów, w tym zdrajca i człowiek, który niebawem zaparł się Nauczyciela. Można mieć zatem wrażenie, że wokół Mistrza byli ludzie niedoskonali – tacy, jak my.

Mesjasz przyjmuje tę nieidealność – również naszą. Dla Niego bowiem najważniejsze jest to, czy powstajemy oraz staramy się trwać w relacji z Bogiem. Upadanie jest ludzkie, ale Jezus pokazuje nam podczas dogi krzyżowej, że można wstać. Chrystus bardzo dobrze nas zna i doskonale zdaje sobie sprawę, iż niejednokrotnie Go rozczarujemy. Pomimo tego pozostaje z ludźmi, którzy zawiodą. Co więcej, podejmuje z nimi dialog – zwraca się bezpośrednio do swojego zdrajcy Judasza oraz rozmawia z Piotrem.

Uczniowie trwają w nieświadomości tego, co za chwilę nastąpi. Jezus natomiast wie o wszystkim, ale nie rezygnuje z obecności apostołów. Przyjmuje ich takich, jakimi są. Akceptując sytuację, Mistrz zaprasza każdego z osobna do towarzyszenia Mu w najważniejszych wydarzeniach, aż do samego końca.

Jezus dostrzega nasze emocje oraz podchodzi do nas z empatią.

Bóg, który wzrusza się po ludzku

Przypisany na dzisiaj fragment Ewangelii św. Jana kryje wiele emocji i uczuć. Przyglądając się Chrystusowi, zobaczyliśmy w Nim człowieka bardzo wzruszonego. Ujrzeliśmy Boga, który przeżywa aktualne wydarzenia również po ludzku – jest więc wielkim realistą. To pokazuje, że Jezus jest w stanie zrozumieć także to, co dzieje się w nas. Poznajemy Go z ludzkimi uczuciami. To uświadamia nam, iż On dostrzega nasze emocje oraz podchodzi do nas z empatią.

Chrystusa rozczula postawa Jana, spoczywającego na Jego piersi. Czułość apostoła jest jak lekarstwo w chwilach wzrastającego napięcia i niepokoju. Mistrz zapewne cieszy się z obecności wiernego przyjaciela, który wytrwa przy Nim do końca. Tak zupełnie po ludzku, Jezusowi ta atmosfera coraz bardziej daje się we znaki. Jednak Boska natura pozwala zrozumieć zamieszanie wśród uczniów. Jego serce nieustannie oraz niezmiennie kocha każdego z nich.

Mesjasz z łagodnością odnosi się do Piotra, choć wie, że – mimo szaleńczej waleczności i uporczywości – człowiek ten nie przejdzie przez najbliższą próbę. Mało tego – Chrystus przejął się położeniem, w jakim utknął Judasz. Mistrzowi towarzyszy pewność, że skoro odda życie za wszystkich ludzi, to także za niego. Równocześnie wie, co stanie się z apostołem – nie będzie go przy Nim, a potem czeka go tragiczny finał. Jezusowi jest przykro, iż Judasz nie dowie się już o Jego przebaczeniu.

Chrystus ze zrozumieniem patrzy na Piotra, ale najbardziej boli Go upadek Judasza.

Jezus zawsze wybacza

Chrystus trwa w poczuciu coraz większego osaczenia i zaciskających się na Nim sideł. To dla Niego sytuacja bez wyjścia, bo przyjął wolę Ojca oraz zgodził się ją wypełnić. W tej sytuacji mierzy się z bezradnością – świadomy tego, jak wydarzenia potoczą się dalej. Mimo tego nie traci sprzed oczu apostołów. Co więcej, chce im przebaczać. Ze zrozumieniem patrzy zatem na Piotra, ale najbardziej boli Go upadek Judasza.

Temu drugiemu Jezus daje najpierw do zrozumienia, że zna jego serce, gdzie wdarła się zdrada. Potem nakazuje apostołowi jak najszybciej dokonać tego, do czego zobowiązał się wobec faryzeuszów. Nauczyciel doskonale zna bieg historii – żaden zwrot akcji nie nastąpi. Po co więc zwlekać, skoro los Mistrza jest przesądzony. Chcemy wierzyć, że Jezus wówczas przebaczył Judaszowi, przyjmując na siebie jego grzechy. Następnie już tylko „posłużył się” nim do wypełnienia Bożego planu. Nie postrzegamy tego jednak jako usprawiedliwienia dla czynu ucznia, ale zastanawialiśmy się nad tym w kontekście miłosierdzia.

Najlepiej zadbać o moment, który wydarza się teraz – skupiając się na tym, co obecnie możemy przyjąć, a także na ile jesteśmy w stanie to unieść.

Te dwie postawy są dla nas przestrogą

Dramat Judasza polegał na tym, że nie pozwolił sobie usłyszeć tego, że Bóg mu wybaczył. Wyszedł z Wieczernika, odbierając sobie szansę, którą otrzymał od miłosiernego Jezusa. Zachowanie tego apostoła uczy nas, iż nie warto odrzucać możliwości, jakie daje nam Ojciec. Nawet w beznadziejnej sytuacji Bóg wybacza i cierpliwie czeka, aż do Niego wrócimy. Judasz z tego nie skorzystał. Zrezygnował z towarzyszenia Mistrzowi przy stole, a także nie wrócił do Niego po opuszczeniu Wieczernika.

Do myślenia daje nam również postawa Piotra. Zapewnił on Chrystusa, że nigdy nie wyprze się Go. Był gotowy bronić Nauczyciela oraz stać dzielnie u Jego boku. Apostoła cechowała pewność siebie, którą szybko zweryfikowała niedaleka przyszłość. Podobnie może być z nami, gdy obiecujemy Jezusowi, iż dochowamy Mu wierności. Jest to bardzo odważna deklaracja, jaka niejednokrotnie okazuje się niewykonalna.

Gdy Mesjasz zapowiedział Piotrowi niedotrzymanie obietnicy, uczeń zdecydowanie temu zaprzeczył. Chrystus daje nam wskazówkę, że nie powinniśmy w swojej wierze pozwalać sobie na taką pewność. Kiedy wszystko układa się znośnie – wierność i zaufanie przychodzą z większą łatwością. Dopiero trudne sytuacje weryfikują naszą świadomą przynależność do Boga. Najlepiej więc zadbać o moment, który wydarza się teraz – skupiając się na tym, co obecnie możemy przyjąć, a także na ile jesteśmy w stanie to unieść.

Doświadczając takiej bliskości z Chrystusem jesteśmy w stanie poradzić sobie z najtrudniejszymi momentami.

Jan był blisko, dlatego wytrwał do końca

 

Wzorem godnym naśladowania pozostaje Jan. Był wiernym uczniem Jezusa, który w Wieczerniku zajmował miejsce tuż obok Mistrza i spoczywał na jego piersi. W postawie apostoła uderza nas jego bliskość w relacji z Mesjaszem. Będąc w towarzystwie Pana, z odwagą pozwolił sobie na czułość oraz intymność.

Ta mocna więź wywarła na niego decydujący wpływ. Nigdy bowiem nie opuścił Nauczyciela, podążając za Nim, aż pod sam krzyż. Co więcej – został tam wraz z Maryją, którą Jezus powierzył jego opiece. Jan pokazuje nam, że doświadczając takiej bliskości z Chrystusem jesteśmy w stanie poradzić sobie z najtrudniejszymi momentami. Fakt, iż apostoł ten wytrwał, napawa nadzieją i optymizmem.

Na modlitwie możemy wyrzucić z siebie wszystko, z czym przychodzimy. Bóg pozwala nam to przeżyć oraz czeka na naszą wylewność.

Pozwól sobie na uczucia oraz emocje

Emocjonalność Jezusa i Jego uczniów jest bardzo ważna w ich relacji. To istotna wskazówka dla nas, jak budować więź z Bogiem. Trzeba zatem pozwolić sobie na autentyczność oraz szczerość. Prawdziwe przeżywanie uczuć otwiera serce i sprzyja postawie zaufania. Chrystus nie ukrywa się za żadną maską. Dostrzegamy Jego żywe reakcje – wyrażające strach, smutek, wzruszenie, radość, miłość, czułość, a nawet złość. Uświadamia nam, że podczas spotkania z Nim na modlitwie, my także możemy wyrzucić z siebie wszystko, z czym przychodzimy. Bóg pozwala nam to przeżyć oraz czeka na naszą wylewność.

Uwzględnione w Ewangelii emocje uczą nas wchodzić w relację z Ojcem spontanicznie – w taki sposób, jaki dyktuje nam serce. Bóg przyjmuje nas z każdym naszym nastrojem i samopoczuciem – bez względu na aktualny stan fizyczny oraz psychiczny. Nieważne, czy mamy się źle, czy jednak dobrze. Najistotniejsze jest to, by stanąć przed Jezusem – nie „na sucho”, a z całym ładunkiem uczuć i emocji. Taka odważna postawa świadczy o tym, iż traktujemy Boga bardzo poważnie, a spotkanie z Tym, który kocha nas bezgranicznie stanowi niezwykle ważny element naszego życia. Wchodzimy wówczas w głąb serca – pozwalając, by Chrystus dotykał go oraz je przemieniał.

podziel się:
Monika Jaracz-Świerczyńska