Dziś towarzyszyliśmy Mesjaszowi na ostatnim etapie Jego drogi na krzyż. W kontekście „Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa według Świętego Jana” weszliśmy najpierw na Górę Oliwną, gdzie byliśmy świadkami rozmowy Syna z Ojcem.
Widzimy Pana, opuszczonego przez pogrążonych we śnie uczniów, którym po ludzku zabrakło sił, by czuwać dalej. To przejmująca scena, ale bardzo wymowna – uświadamia nam, czym była ofiara Zbawiciela. Będąc już pod krzyżem, dostrzegamy natomiast, jak doskonale Ojciec kocha Jezusa. W Nim zaś Bóg objawił swoją miłość do każdego z nas.
Moment pełen wzruszenia
Podczas naszych zeszłorocznych rozważań wielkopostnych, poświęconych fragmentowi Ewangelii o męce Chrystusa, nie mogliśmy przejść obojętnie obok modlitwy Jezusa w Ogrójcu. Właśnie tam po raz pierwszy Mesjasz wstawia się u Ojca za tymi, którzy w Niego uwierzą. Zbawiciel składa obietnicę wyswobodzenia ze śmierci wszystkich ludzi – bez względu na moment w historii świata, w jakim przyszło im żyć. On deklaruje przed Bogiem, że pójdzie na krzyż zamiast nas.
Rozmowa Mesjasza z Ojcem to chwile pełne wzruszenia, gdy uświadomimy sobie, na co zgodził się Chrystus i jakim kosztem. Już wtedy przecież przeżywał smutek, strach oraz samotność. Wszystko zaś, co najgorsze, miało dopiero nadejść. Mimo tego Jezus wziął pełną odpowiedzialność za każdego człowieka – nawet największego grzesznika.
W Ogrodzie Oliwnym obserwujemy, jak Chrystus prezentuje postawę wymierzoną w pychę i egoizm, ucząc nas pokory oraz bezwzględnego oddania się woli Bożej. Mesjasz nie ma zamiaru walczyć ani przeciwstawiać się komukolwiek, bo wie, iż Jego misja musi się wypełnić. Mając świadomość tego, co Go czeka, potrzebował przygotować się do przeżycia najtrudniejszych momentów – tak zwyczajnie, po ludzku. Zgodził się więc przyjąć radość wiwatującego tłumu podczas wjazdu do Jerozolimy, a potem przyjaźń w Betanii. Przebywanie wśród najbliższych sobie osób napełniło Jego serce siłą, która miała pomóc Mu przetrwać drogę krzyżową. Na niej nie będzie już wyrazów miłości ani czułości – poza drobnymi, choć ważnymi dla Jezusa gestami. Oprócz pomocy, otrzymanej od Weroniki czy Szymona z Cyreny dozna tylko bólu oraz pogardy.
Nieustannie w rękach Ojca
Kiedy w Ogrójcu Chrystus doświadczał osamotnienia, szczerze wyznał Ojcu, aby – jeśli może – uwolnił Go od tego ogromnego cierpienia. Równocześnie wyraził gotowość wypełnienia woli Bożej. Po ludzku oczywiście bał się i miewał chwile zwątpienia. Boska istota Zbawiciela pozwoliła Mu jednak zachować przekonanie, iż Ojciec wszystkim pokieruje, doprowadzając do Jego ostatecznego triumfu. Jezus był pewny Bożej miłości oraz opieki, a serce Mesjasza przepełniała głęboka, niczym niewzruszona ufność.
Dzięki takiemu doświadczeniu Chrystus w pełni oddał się w ręce Ojca i powstał z każdego upadku. Bóg towarzyszył Mu w cierpieniu – ta pewność przeprowadziła Mesjasza przez największą mękę w historii świata. Żadna siła nie była w stanie wyrwać Jezusa z przekonania, że Ojciec jest dobry. Rozumiał, iż przeżywane przez Niego cierpienie stanowi jedynie chwilowy – a jednocześnie konieczny – etap na drodze do realizacji wielkiego Boskiego planu.
Postawa Chrystusa pokazuje nam bardzo ważną prawdę – chociaż wszystkie okoliczności na zewnątrz mówią nam, że gorzej być nie może, to nie wolno temu wierzyć. Trzeba pamiętać, iż zawsze jesteśmy w rękach Ojca. Nic tak naprawdę – ani chwile cierpienia, ani szczęścia – nie są nam dane na stałe. Życie ludzkie jest jak sinusoida, a Bóg w każdym momencie może zmienić bieg wydarzeń oraz sprawić, że stanie się ono diametralnie inne. Jezus uczy nas, jak akceptować sytuacje, przez jakie przechodzimy, by odnajdywać w nich jedynie kolejne odcinki naszej drogi – ta zaś nabiera sensu dopiero w jej całościowym wymiarze.
Wielki Piątek dniem bezgranicznej miłości
Dzień, w którym Chrystus oddał za nas życie na krzyżu paradoksalnie mówi o miłości Boga do człowieka, jaka objawiła się w Jezusie. Już podczas drogi krzyżowej Mesjasz nie reaguje, gdy ludzie szydzą z Niego, opluwają Go, popychają, wytykają palcami oraz sprawiają Mu ogromny ból. Zbawiciel z pokorą poddaje się temu, nie demonstrując swojego sprzeciwu. Pozwala traktować się z pogardą, bo wie, iż żadna inna postawa niczego już nie zmieni. Poza tym, kocha ludzi – bez względu na ich nienawiść względem Niego. Wybacza wszystkim, niosąc ich winy na swoich ramionach. Na krzyżu przypieczętowuje tę Boską miłość, będącą odbiciem tej, którą obdarzył Go sam Ojciec.
W Wielki Piątek przeżywamy Liturgię Męki Pańskiej, by przypominać sobie o tym, że Bóg nas kocha. Powtarzamy ją co roku, aby ciągle odnajdywać jej sens. Znów wchodzimy w te wydarzenia i przyglądamy się im, żeby pełniej zrozumieć, co Jezus wtedy dla nas zrobił. Znamy już tę historię, zatem pozornie nie jest ona dla nas niczym nowym. Potrzebujemy jednak kolejny raz wrócić do tamtego dnia, by nie zapomnieć o Bożej miłości, jaka przychodzi do nas również przez cierpienie. Ponowne uczestnictwo w tej samej liturgii ma nas nieustannie utwierdzać, iż Bóg kocha nas w każdym czasie – nawet wtedy, kiedy przeżywamy osobisty Wielki Piątek. On pragnie, żebyśmy pozwolili Mu na miłość oraz przyjęli ją także wówczas, gdy objawia się ona w naszym codziennym krzyżu.