Głęboki kryzys we wspólnocie zakonnej, dramatycznie pogarszające się zdrowie oraz bolesna utrata wzroku towarzyszyły św. Franciszkowi z Asyżu w ostatnich latach jego ziemskiej wędrówki. To właśnie z tym ogromnym ciężarem fizycznego i duchowego cierpienia Biedaczyna wchodził na górzystą Alvernię, gdzie u kresu swoich sił doświadczył mistycznego zjednoczenia z Chrystusem. O tym, jak te dramatyczne zmagania otworzyły drogę do otrzymania daru stygmatów, opowiadał o. Tomasz Czajka OFMConv podczas konferencji pt. „Św. Franciszek ukrzyżowany”.
To kolejne spotkanie z cyklu „Poniedziałki ze św. Franciszkiem”, które odbyło się w poniedziałek 18 maja 2026 roku w Auli bł. Jakuba przy krakowskim klasztorze franciszkanów. Konferencja stanowiła jedną z dziewięciu katechez, organizowanych z okazji jubileuszu 800-lecia śmierci Świętego z Asyżu.
La Verna – niezwykły dar od hrabiego Orlando
Na początku swojego wystąpienia o. Tomasz Czajka przybliżył zebranym historię samej góry Alvernia (La Verna), położonej ponad sto kilometrów od Asyżu. Prelegent zauważył, że Franciszek wszedł w posiadanie tego surowego terenu w dość niecodziennych okolicznościach.
W dniu 8 maja 1213 roku Biedaczyna wraz z bratem Leonem pojawił się na zamku Montefeltro, gdzie trwała właśnie świecka uroczystość pasowania rycerzy. Franciszek, kierowany pragnieniem uczynienia czegoś pożytecznego dla zgromadzonych, wygłosił tam poruszające kazanie. Jego postawa tak głęboko urzekła hrabiego Orlando, że ten postanowił podarować zakonnikowi oraz jego towarzyszom wspomnianą górę jako przestrzeń do modlitwy.
Samotność podczas postu
Wydarzenie na zamku – jak podkreślił o. Tomasz – doskonale obrazuje stosunek Świętego do otaczającej go rzeczywistości. Pomimo skrajnie radykalnego życia, Biedaczyna nie izolował się od ludzi ani nie gardził światem. Chętnie uczestniczył w momentach ważnych dla lokalnych społeczności, starając się wnosić w nie Boże przesłanie.
Jednocześnie góra La Verna szybko stała się dla niego ukochanym miejscem postów. Zakonnik regularnie podejmował tam surowe, czterdziestodniowe okresy pokutne. Prelegent wyliczył, że gdyby zsumować wszystkie praktykowane przez Franciszka posty, zajmowałyby one niemal połowę roku.
Na Alverni Biedaczyna pościł od 15 sierpnia do 29 września ku czci św. Michała Archanioła. O. Tomasz zaznaczył przy tym, że choć Święty sam wymagał od siebie tak wielkiego rygoru, to nie zapisał tego postu w regule i nie zmuszał do niego swoich braci, pozostawiając im ogromną przestrzeń wolności.
Fizyczny oraz duchowy mrok św. Franciszka
Aby w pełni zrozumieć sens wydarzeń, jakie rozegrały się na Alverni, należy przyjrzeć się dramatycznej sytuacji życiowej, w której zakonnik znajdował się na dwa lata przed swoją śmiercią. Podczas konferencji prelegent nakreślił obraz człowieka głęboko dotkniętego kryzysem, rozgrywającym się na dwóch płaszczyznach.
Pierwszą z nich było dramatyczne pogorszenie się kondycji fizycznej i duchowej Biedaczyny z Asyżu. Franciszek zmagał się z potężnymi pokusami oraz dręczeniami demonicznymi – momentami czuł się wręcz fizycznie pobitym przez złe duchy.
Ciało zakonnika odmawiało mu posłuszeństwa – cierpiał z powodu chorób żołądka i nóg, jednak największym krzyżem była bolesna choroba oczu, jaką przywiózł z misji w Ziemi Świętej. Ból był tak potworny, że uniemożliwiał mu znoszenie światła słonecznego czy blasku ognia, przez co Franciszek spędzał całe dnie oraz noce w zupełnych ciemnościach. Słabość ta nie gasiła w nim jednak ducha ewangelizacji – gdy nie mógł głosić osobiście, dyktował pełne troski listy do wiernych.
Kryzys we wspólnocie i odsunięcie na bok
Drugim obszarem cierpienia Świętego były niezwykle napięte relacje wewnątrz rozrastającej się wspólnoty. Zakon liczył już tysiące członków rozproszonych po Europie, a wielu nowych braci nigdy nawet nie widziało założyciela. Pojawiły się odmienne wizje dotyczące przyszłości – budowano duże kościoły, do struktur przenikała nauka oraz ramy prawne.
To wszystko stało w sprzeczności z pierwotnym pragnieniem Franciszka, by bracia pozostawali zawsze mali, ubodzy i pozbawieni ludzkich zabezpieczeń. W tym okresie Biedaczyna złożył dymisję oraz został formalnie odsunięty na bok, tracąc bezpośredni wpływ na zarządzanie zakonem.
O. Tomasz zasygnalizował, że ten bolesny stan osamotnienia i poczucia bycia niepotrzebnym doskonale odzwierciedla słynna franciszkańska opowieść o „prawdziwej oraz doskonałej radości”, w której bracia zamykają przed nim drzwi klasztoru.
Trzykrotne otwarcie Ewangelii
W takim właśnie stanie skrajnego wycieńczenia, zmagając się z wątpliwościami, Franciszek wszedł na Alvernię i zaczął pytać Boga o sens swojego dalszego powołania. Zgodnie ze swoim dawnym zwyczajem, poprosił towarzysza o trzykrotne otwarcie Ewangelii.
Za każdym razem wzrok zakonnika padał na opisy męki Jezusa Chrystusa. Jak zauważył prelegent, w ten sposób Słowo Boże stało się żywą zapowiedzią tego, co za chwilę miało dokonać się na ciele Franciszka. Bóg objawił mu swoją wolę, jaką Święty zamierzał sam zrealizować, gdyż stygmaty były darem całkowicie darmowym oraz otrzymanym „z góry”.
Mistyczna wizja Serafina i dar ran
W kulminacyjnym momencie postu Biedaczynie ukazała się mistyczna postać Serafina. W tradycji biblijnej są to istoty płonące, stojące najbliżej Bożego tronu, które swoimi skrzydłami zasłaniają własne oblicza, by całą uwagę kierować wyłącznie na Stwórcę.
Najstarsze źródła hagiograficzne – w tym relacje brata Eliasza, Tomasza z Celano czy św. Bonawentury – opisują, iż ta skrzydlata istota niosła w sobie wizerunek ukrzyżowanego człowieka o rysach samego Jezusa. To właśnie wtedy na ciele Franciszka wyryte zostały stygmaty – autentyczne oraz realistycznie udokumentowane rany na dłoniach, stopach i boku.
O. Tomasz podkreślił, że był to pierwszy taki przypadek w historii chrześcijaństwa, co wyklucza możliwość skopiowania tego motywu z wcześniejszych żywotów świętych. Święty z głębokiej pokory ukrywał te znaki przed światem aż do śmierci, nie wspominając o nich nawet w swoim „Testamencie”. Stały się one jawne dopiero podczas przygotowań do jego pogrzebu.
Od San Damiano do Alverni – ciągłość krzyża
W podsumowaniu katechezy pt. „Św. Franciszek ukrzyżowany” o. Tomasz Czajka zwrócił uwagę na najgłębszy sens tego, co wydarzyło się na Alwerni. Stygmaty nie były nagłym, oderwanym od rzeczywistości wydarzeniem, lecz dojrzałym owocem dwudziestu lat intymnej relacji Biedaczyny ze Zbawicielem.
Już od momentu nawrócenia pod krzyżem w San Damiano, współcierpienie z Chrystusem wycisnęło się na sercu Świętego do tego stopnia, że pod koniec życia zamanifestowało się na ciele zakonnika. Potwierdza to m.in. włoska badaczka Chiara Frugoni. Wskazała ona na identyczny układ rąk Franciszka na freskach przedstawiających modlitwę w San Damiano oraz stygmatyzację.
Boża odpowiedź: „Ja także cierpię”
Gdy Franciszek przyniósł Bogu swoje potworne zranienia, samotność i kryzys zakonu, Jezus odpowiedział mu najprościej jak mógł: „Ja także cierpię, spójrz na Mnie”. Dzięki temu ból Biedaczyny z Asyżu zyskał zupełnie nową perspektywę.
Prelegent zaakcentował, iż zakonnik zszedł z góry jako całkowicie przemieniony, przepełniony pokojem człowiek. Choć jego dolegliwości nie minęły, a problemy we wspólnocie nie rozwiązały się, zniknęły zgorzknienie oraz żal. Święty na nowo odkrył radość bycia bratem mniejszym. Zamiast pretensji, odkrył w swoim sercu czystą miłość do współbraci, czego dowodem stała się napisana niedługo później „Pieśń Słoneczna” i czułe słowa „Testamentu”, gdzie nazywa ich „umiłowanymi”.
Dla współczesnego człowieka św. Franciszek pozostaje niedoścignionym wzorem tego, jak z pomocą Boga przekształcić życiowe rozczarowania oraz cierpienie w źródło wewnętrznej siły i głębokiego zjednoczenia ze Stwórcą.