jesteś na stronie franciszkanie.pl

podcast | Znalazła Boga, Któremu na niej zależy. Teraz zanosi Go bezdomnym | JESTEM

Znalazła Boga, Któremu na niej zależy. Teraz zanosi Go bezdomnym | JESTEM

– Dla mnie to jest droga, na jakiej odkrywam Pana Boga, który jest w każdym.
I chyba czasem w tym, który najmniej przypomina człowieka, Pan Bóg najmocniej krzyczy o to, żeby Go zobaczyć. Czasem to jest bardzo trudne, ale właśnie w centrum mojej codzienności tak naprawdę jest drugi człowiek,
w którym staram się widzieć Pana Boga – mówi siostra Teresa Pawlak ze Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim.

Obecnie, zakonnica kieruje Kuchnią świętego Brata Alberta w Zakopanem, gdzie jej praca ma charakter wielowymiarowy. Na przestrzeni lat, albertynka doświadczyła spotkań z ludźmi, których bezdomność miała różne oblicza. W naszej rozmowie Siostra opowiada przede wszystkim o swojej posłudze oraz związanych z nią emocjach.

Wyjście naprzeciw różnym obliczom bezdomności

Życie siostry zakonnej, zaangażowanej w codzienną posługę na rzecz ubogich nie jest usłane różami. To trudna droga, będąca jednak wyjątkowym doświadczaniem Boga
w drugim człowieku – tym najsłabszym, opuszczonym, skrzywdzonym bądź uwikłanym w nałóg albo inną, trudną sytuację. Gotowość do pomagania i otwartość na potrzebujących wymaga nie tylko pokory oraz kochającego  serca, ale też umiejętności skoncentrowania się na tych, którym ta pomoc jest na prawdę potrzebna.

– Ja nie lubię określać ludzi, że są w kryzysie bezdomności. Dla mnie kryzys to taka przestrzeń, która jest przejściowa. Bardzo często ci ludzie, z którymi jestem na co dzień, to są osoby, które w takim stanie trwają już długo. Oni nie patrzą na swoje życie jako na życie w kryzysie. Może z boku tak to oceniamy. Bardziej lubię to doświadczenie bezdomności – dzieli się swoimi spostrzeżeniami s. Teresa Pawlak.

Nie samym chlebem żyje człowiek…

Aktualnie, albertynka kieruje Kuchnią św. Brata Alberta w Zakopanem, gdzie każdego dnia wydawane są posiłki dla około stu osób – to główna idea funkcjonowania tej placówki. Oprócz Siostry, pracuje w niej również pani Asia, kucharka.

Pomoc wykracza poza wydawanie posiłków

Kuchnia gromadzi też ludzi, którzy przychodzą tam nie tylko po to, żeby zjeść. Bardzo często osoby te potrzebują pomocy w rozmaitych sprawach, dotykających różnych płaszczyzn życia codziennego. Jedne poszukują wsparcia na przykład w sporządzeniu pisma, inne w poszukiwaniu pracy. Bywa też, że ktoś ma problem, aby skontaktować się z kimś bliskim albo natury zdrowotnej i konieczna jest szybka interwencja. Poza udzielaniem realnej pomocy w sprawach różnej wagi, w kuchni nie brakuje też przestrzeni na to, by razem świętować. Niestety, nie zawsze w radosnej atmosferze.

– Dla mnie najważniejsze są chyba takie spotkania, w których razem świętujemy. Czasem jest to świętowanie rzeczy trudnych, a czasem świętowanie rzeczy przyjemnych – są to wspólne święta, na przykład śniadanie wielkanocne, ale też wspólny pogrzeb kogoś, gdy ktoś z tych moich odchodzi – wyznaje zakonnica.

Główne zagrożenia mają wymiar emocjonalny i psychiczny

S. Teresa twierdzi, że – będąc w pracy – nie znalazła się w sytuacjach na tyle niebezpiecznych, by mogła obawiać się o swoje życie czy zdrowie fizyczne. Przyznaje, iż nie czuje się zagrożona, a w razie alarmujących zdarzeń może liczyć na pomoc życzliwych jej osób. Zauważa też, że trudniej bywa z wymiarem psychicznym, bowiem wiele momentów w jej pracy wymaga ogromnego wysiłku emocjonalnego.

– Dużo trudniejsze są takie momenty, kiedy ktoś jest albo na granicy jakiejś normy intelektualnej, albo ewidentnie widać, że jest jakoś zaburzony psychicznie. Bo to są osoby, wobec których trudno odkryć, co się wydarzy – mówi albertynka.

Portret zakonnicy w habicie i okularach na czarnym tle
s. Teresa Pawlak
Nie umiem nie być sobą

W naszej rozmowie Siostra wspomina o swoich metodach walki z trudnymi emocjami. Podkreśla jednak, że nie zawsze jest w stanie poradzić sobie z nimi – szczególnie
w tych najbardziej wyczerpujących dla niej sytuacjach. Zauważa, że chociaż ma już doświadczenie w zetknięciu się z różnymi ludzkimi zachowaniami, to i tak niejednokrotnie uruchamia się w niej naturalna, ludzka reakcja.

– Na szczęście mam już jakieś doświadczenie życiowe i to nie jest moja pierwsza praca bezpośrednia z ludźmi, którzy zadziwiają mnie swoim zachowaniem albo otwierają te przestrzenie, jakie są dla mnie trudne. Czasem sobie słabo z tym radzę. Widzę, że zachowałam się w sposób, który nie jest profesjonalny, ale ja nie umiem nie być sobą – przyznaje zakonnica.

Zaczęłam poznawać Boga jako Ojca, Któremu zależy na moim życiu

S. Teresa Pawlak jest w zakonie od ponad 25 lat i mówi o sobie, że czuje się szczęśliwą oraz spełnioną kobietą. Jako osoba konsekrowana dostrzega w swoim powołaniu ciągły rozwój. Jest świadoma Bożego prowadzenia przez wszystkie wydarzenia
i sytuacje, które ją kształtowały.

Droga do odkrycia powołania

Zanim jednak odkryła swoje powołanie, próbowała zmienić sposób własnego postrzegania Boga. Przed nawróceniem widziała w Nim kogoś, kto nie interesuje się jej życiem. W procesie przemiany takiego myślenia, ogromną rolę odegrały dni skupienia u albertynek.

– Tam zaczęłam odkrywać, że Pan Bóg to jest ktoś konkretny – Bóg Ojciec, Który zna mnie, kocha i Jemu zależy na moim życiu. I to było takie pierwsze odkrycie Pana Boga, właśnie jako Ojca. Potem zaczęło się to troszkę rozszerzać – przyznaje zakonnica.
– I myślę, że to był jeden z takich motywów też, który sprawił, że zaczęłam myśleć
w takiej kategorii czy być w zgromadzeniu, oddać życie w taki sposób Panu Bogu i czy to jest moja droga – podkreśla Siostra.

Jeśli chcesz dowiedzieć się jeszcze więcej o s. Teresie Pawlak, koniecznie odsłuchaj całą rozmowę z albertynką. Poznasz tam wybrane historie, związane
z posługą Siostry wśród osób bezdomnych. Usłyszysz też o jej niezwykłej przygodzie podczas udziału w programie telewizyjnym pod nazwą „Welon, fura i brawura”.

podziel się:
Redakcja