jesteś na stronie franciszkanie.pl

duchowość | Prawie tam nie pojechałem: czego nauczyli mnie męczennicy z Pariacoto

Prawie tam nie pojechałem: czego nauczyli mnie męczennicy z Pariacoto

Z kilku nieplanowanych spotkań i decyzji podjętych w ostatniej chwili powstała seria rozmów „Wierni do końca”. Dla mnie stała się czymś więcej niż opowieścią o męczennikach z Pariacoto — Michał i Zbigniew przypomnieli mi, co znaczy być franciszkaninem, i postawili przede mną pytanie o wierność silniejszą niż lęk o własne życie.

Prawie nie pojechałem na otwarcie Muzeum Męczenników z Pariacoto do Kalwarii Pacławskiej.

To był bardzo trudny tydzień, wypełniony różnymi obowiązkami. Powiedziałem jednemu z braci, że nie chce mi się tam jechać. Odpowiedział: „Pewnie, po co będziesz jechał?”. Resztki poczucia przyzwoitości sprawiły jednak, że uznałem, iż warto się tam pojawić.

W takich momentach mocniej wierzę w Boga, który pomimo ludzkich słabości prowadzi w życiu każdego człowieka swoje dobre dzieło.

Gdybym tam nie pojechał, nie usłyszałbym wystąpienia o. Zdzisława Gogoli, które bardzo mnie poruszyło. Gdybym go nie usłyszał, pewnie nie pomyślałbym, że być może jest to jedna z ostatnich okazji, aby porozmawiać z ludźmi, dla których wydarzenia z Peru w 1991 roku były tak ważne i bliskie.

Zaraz po powrocie do klasztoru, przez zupełny przypadek, dowiedziałem się, że nieoczekiwanie przedłużył się pobyt w Polsce o. Jarosława Wysoczańskiego, naocznego świadka ostatnich miesięcy życia męczenników z Pariacoto.

Przeszedłem do działania.

O. Jarosław przyjechał do mnie na nagrania z Wrocławia w sobotę rano. Niecałą dobę później musiał zgłosić się do szpitala w Poznaniu. Byłem mu bardzo wdzięczny, że był gotów dostosować swoje plany do moich możliwości. Nagraliśmy tę rozmowę dosłownie w ostatniej możliwej chwili.

Moje zaproszenie przyjęli również siostra i brat bliźniak bł. Michała Tomaszka, o. Zdzisław Gogola oraz o. Stanisław Olbrycht. Tak powstała seria rozmów „Wierni do końca”, dzięki której mogłem na nowo uświadomić sobie, jak niezwykłych braci mamy w zakonie.

Najbardziej porusza mnie to, że dali ludziom na misjach samych siebie. Żyli franciszkańskim ideałem prostej miłości. Byli Ewangelią. Podziwiam ich także za niezłomność charakteru. Nadal zastanawiam się, jak to w ogóle możliwe, by nie dać się złamać lękowi o własne życie i nie uciec w tak trudnej chwili. Skąd czerpali taką siłę?

Wszystko, czego nasłuchałem się w ostatnich tygodniach, sprawiło, że po prostu cieszę się, że mogę być właśnie w zakonie franciszkanów Męczennicy z Pariacoto powiedzieli mi, co to znaczy być franciszkaninem. Nie spodziewałem się, że to właśnie oni udzielą mi takiej lekcji w 800. rocznicę śmierci św. Franciszka.

Myślę, że także o nich Franciszek powiedziałby: „prawdziwi bracia mniejsi”. Nie tylko dlatego, że umarli jako męczennicy, ale przede wszystkim dlatego, jak żyli.

To moje doświadczenie spotkania ze świadectwem braci Michała i Zbigniewa. Widzę jednak, że ich historia porusza także innych. Jedna z moich znajomych napisała mi: „Marek, naprawdę słucham tych nagrań i aż mnie to przeszywa”. Innemu znajomemu historia braci dodała siły i nadziei, by nie ustawać w walce o godność człowieka, którą podejmuje w swojej pracy w medycynie.

Czym ich świadectwo będzie dla Ciebie?

podziel się:
Marek Kowalcze OFMConv